2025-04-01, Nasze rozmowy
Z Adrianem Łuszkiewiczem, byłym piłkarzem CFB Stilonu Gorzów, rozmawia Przemysław Dygas
- Z powodów zdrowotnych musiał pan zakończyć przygodę z piłką, przed spotkaniem z Unią Turza Śląska został pan pożegnany przez kibiców i działaczy Stilonu. Jakie uczucia panu towarzyszyły w tym momencie?
- Tak wewnętrznie było mi trochę smutno, gdyż nagle przyszła taka informacja o moich problemach zdrowotnych. Trzeba było się z tym zmierzyć, miałem wsparcie rodziny i ze strony klubu. Z drugiej strony był to fajny moment, bo właśnie poważne granie w piłkę zaczynałem w GKP Gorzów. Potem wiele lat grałem w całej Polsce, a teraz na zakończenie kariery powróciłem do Gorzowa, gdzie się to wszystko tak naprawdę zaczęło.
- Problemy zdrowotne nie wykluczają jednak pana aktywności fizycznej?
- O profesjonalnym graniu oczywiście nie ma mowy, ale basen, bieganie, delikatna siłownia czy rower wchodzą jak najbardziej w grę.
- Od piłki pan jednak nie odchodzi i prowadzi teraz zajęcia z młodzieżą.
- Tak, obecnie pracuję w Stilonie z młodzikami i orlikami. Tu staram się przekazywać swoją wiedzę, a zarazem zdobywać kolejne trenerskie uprawnienia.
- Jakie momenty z boiskowej kariery wspomina pan najmilej?
- Jest wiele wspomnień, bo grałem wiele lat na zapleczu ekstraklasy. Fajną przygodę miałem w Kaliszu, gdzie przed dwoma laty dotarliśmy do półfinału Pucharu Polski. Graliśmy wtedy z Legią Warszawa i minimalnie przegraliśmy jedną bramką. Cieszyłem się atmosferą stadionową, zwłaszcza kiedy były pełne trybuny. W trakcie kariery, dzięki piłce, poznałem mnóstwo fajnych ludzi i te znajomości pozostaną już na zawsze.
- Czy jest coś, czego pan żałuje, patrząc na swoje piłkarskie CV?
- Wiele lat występowałem w pierwszej lidze, szkoda jedynie, że nie udało się zagrać w ekstraklasie.
- W jakim czasie pana piłkarska dyspozycja była najwyższa?
- Trudno powiedzieć, ale dobry czas miałem w Miedzi Legnica oraz Dolcanie Ząbki, gdzie otarliśmy się o ekstraklasę. Były to lata 2014-15.
- Miał pan swojego ulubionego trenera?
- Zawodnicy dzielą trenerów na złych, jak nie grają i dobrych, jak grają w pierwszym składzie. Z reguły byłem ulubieńcem trenerów, bo zostawiałem serce na murawie, a trenerzy lubią takich zawodników.
- Rodzina się cieszy, że będzie pan częściej w domu?
- Żona się cieszy, dzieci również, ale tak naprawdę w domu nie będę aż tak często, bo zostaję przy piłce.
- Dziękuje za rozmowę.
Z Adrianem Łuszkiewiczem, byłym piłkarzem CFB Stilonu Gorzów, rozmawia Przemysław Dygas